Jak zachęcić użytkownika do zapisu do newslettera

i dlaczego blokujące treść pop-upy to zło.

Gdybym dostała złotówkę za każdą negatywną myśl, która pojawia się w mojej głowie i znajduje ujście na ustach wraz z siarczystym przekleństwem, za każdym razem kiedy muszę zamknąć pop-up z zapisem do newslettera, miałabym już całkiem ładny pasywny przychód.

Z niepokojem obserwuję formujący się ostatnio trend blokujących dostęp do treści pop-upów z zapisem do newslettera lub innymi komunikatami. Jeśli kiedykolwiek w swojej karierze miałabym odmówić wykonania zlecenia ze względu na klauzulę sumienia to dotyczyłoby to właśnie tego.

Jeśli zastanawiasz się czy w celu zwiększenia swojej listy subskrybentów nie wykorzystać tego działającego cuda wynalazku przeczytaj ten artykuł do końca. Jeśli pomimo to zdecydujesz się na użycie pop-upu to przynajmniej będzie to w pełni świadoma decyzja.

Nie rób bliźniemu co Tobie nie miłe

Wyobraź sobie, że robisz zakupy w supermarkecie, przechodzisz przez alejkę z nabiałem gdzie przemiła hostessa rozdaje darmowe próbki jogurtu. Jednak dzisiaj zamiast zwyczajowego „czy mogę pana/panią zainteresować darmową próbką” przejście do alejki jest zablokowane i żeby się do niej dostać trzeba albo skosztować próbki albo spławić Panią. Bez wątpienia jest to działanie zwracające uwagę – pytanie czy odbiór pozytywny. Szczerze wątpię.

Za każdym razem kiedy któryś z naszych klientów wspomina o zastosowaniu pop-upu zadajemy mu jedno pytanie.

Czy lubisz kiedy podczas czytania ciekawego artykułu nagle dostęp do treści zostaje odcięty i aby czytać dalej musisz albo zapisać się do newslettera albo zamknąć wyskakujące okienko?

Odpowiedź zawsze brzmi: – Nie

To dlaczego chcesz to serwować swoim użytkownikom?

Zwalmy wszystko na liczby

To proste. Badania dowiodły, że wyskakujące okienka przekładają się na dramatyczny przyrost subskrybentów. Wujek google podsuwa szokujące wyniki wzrostu zapisów do newslettera nawet o 600%. Sześćset procent! To potencjalnie o 600% większy przychód! No w takim razie nie ma się nad czym zastanawiać, to nic, że okienka są wkur… denerwujące. Liczby nie kłamią.

Problem w tym, że sam zapis do newslettera to jeszcze nie wszystko. Posiadanie bogatej listy mailingowej – z wyjątkiem sytuacji kiedy chcemy ją odsprzedać komuś innemu za gruby szmal – ma sens jeśli nasi odbiorcy nie dość, że otwierają i czytają nasze maile, to jeszcze aktywnie się w nie angażują. W każdym innym wypadku liczba ludzi zapisanych do newslettera to tylko cyfry.

Może się okazać, że mała lista z dużym zaangażowaniem przełoży się na większy przychód, niż duża lista ze znikomym zaangażowaniem.

Wymuszony zapis vs świadomy zapis

Ktoś, kto zostaje zmuszony do zapisu do newslettera prawdopodobnie:

  • poda fałszywy bądź przeznaczony na spam adres email
  • poda poprawny adres email, ale wypisze się z listy przy najbliższej okazji
  • poda właściwy adres, ale nie zada sobie trudu żeby się wypisać tylko od razu sklasyfikuje nasze maile jako spam (to działanie potencjalnie może nas zaboleć najbardziej)

Ktoś, kto dobrowolnie zapisuje się do naszego newslettera nie dość, że poda nam swój główny poprawny adres email, to jeszcze pozostanie jednym z naszych najbardziej aktywnych odbiorców. Ktoś, kto świadomie się zapisuje, robi to bo chce od nas dostawać wiadomości.

Duża lista duże koszty

Sztucznie napompowana lista mailingowa to nie tylko małe zaangażowanie, ale również koszt. Wiele serwisów do rozsyłania mailingu ma plany abonamentowe uwarunkowane liczbą wysyłanych maili i rozmiarem listy. Może się okazać, że za dużą listę z niewielkim zaangażowaniem będziemy płacić całkiem spore pieniądze. Podczas gdy za małą, ale wartościową listę zapłacilibyśmy dużo mniej lub nic.

Skoro wyskakujące okienka to zuo, to jak mamy zwiększyć swoją listę?

Żeby nie było, że tylko neguję i nie daję nic w zamian. Jeśli już nie mamy innego pomysłu, a koniecznie chcemy dać naszym użytkownikom znać, że mamy newsletter i chętnie przyjmiemy na naszą listę każdą zbłąkaną owieczkę. Użyjmy w tym celu okienka, które wysuwa się z boku, w prawym lub lewym rogu strony. Czegoś co nie zasłania treści a jednocześnie zwraca uwagę.

Cuda potrafi zdziałać również odpowiednia „zachęta” np. darmowa próbka produktu, rabat na pierwsze zakupy, darmowy poradnik lub e-book. A co najważniejsze, prośmy o zapis do newslettera dopiero po tym jak zaserwujemy naszemu użytkownikowi wartościową treść. Niech wie, że to co od nas dostanie zawsze będzie dobre. Gwarantuję, że w takim wypadku i nasza lista mailingowa będzie „zdrowsza”, i nasi odbiorcy bardziej zadowoleni.

Trzymajcie się :-)